Moja paznokciowa historia

Moja paznokciowa historia


Może nie powinnam publikować poniższych zdjęć, pierwsze z nich na pewno nie należy do tych, które się miło ogląda. Ale wiem, że jest dużo osób, które chciałyby poprawić stan paznokci – oto moja paznokciowa historia, chciałabym, aby była motywacją do pielęgnacji paznokci dla każdego kto jej szuka :)

Jakiś czas temu pisałam o tym jak dbam o paznokcie. Nie jest to zmarnowany czas – jestem zachwycona rezultatami :) Jeszcze rok temu miałam nijakie, krótkie, krzywe i różnego kształtu paznokcie, jak na zdjęciu poniżej. Nie interesowałam się wtedy malowaniem lakierami, między innymi dlatego, że moje paznokcie prezentowały się nienajlepiej, a nie umiałam sama o nie zadbać. Aż wstyd je pokazywać, ale chciałabym teraz udowodnić, jak wiele można zmienić trzymając się kilku zasad :) Teraz jak na nie patrzę, to nie mogę uwierzyć, że tak kiedyś wyglądały moje paznokcie!


W zeszłym roku na wiosnę kupiłam sobie kilka lakierów i zaczęłam malować paznokcie. Dla zabawy, na imprezę urodzinową, namalowałam kilka kwiatków i tak mi się to spodobało, że zainteresowałam się zdobieniem paznokci. Na początku szło mi strasznie, zresztą same możecie zobaczyć – totalnie zapaskudzone i brzydkie skórki, wszystko nierówne i niezbyt estetyczne. Ale najważniejsze, że zmobilizowało mnie to do większego dbania o paznokcie. Wciągnęłam się, szukałam na blogach i forach różnych technik stylizacji, wydałam mnóstwo kasy na lakiery i akcesoria ;) 


Niestety, nie używałam bazy ani żadnych innych kosmetyków pielęgnacyjnych poza kremem do rąk, przez co moje paznokcie stały się wysuszone i słabsze.


Po przeczytaniu mnóstwa artykułów w Internecie nauczyłam się o nie dbać, opanowałam podstawy manicure. Po pół roku od pierwszego lakierowego zakupu moje paznokcie prezentowały się zdecydowanie lepiej.


Paznokcie stały się dłuższe, wyrównane, jestem też bardzo zadowolona ze zmiany stanu skórek z koszmarnych na ładne ;) Niestety paznokcie zaczęły się rozdwajać, widać na zdjęciu jakie są słabe i cienkie. Do pielęgnacji włączyłam tłuszcze – olejek na skórki, olejek rycynowy, oliwę z oliwek, zmieniłam bazę z proteinowo-krzemowej Joko, która na pewno nie pomagała, na opisywany już Poshe Basecoat. Poniżej bardziej aktualne zdjęcie moich paznokci. Jeszcze wciąż walczę z osłabieniem i rozdwojeniem płytki, ale problem jest do opanowania. Życzenia na przyszłość – poprawa kondycji paznokci, wzmocnieni ich i dopracowanie kształtu :) Jestem z moich paznokci bardzo zadowolona, pieczołowita pielęgnacja daje świetne rezultaty, które mnie mobilizują do dalszych starań :)


Jak widać – da się ;) Życzę cierpliwości i wytrwałości każdej dziewczynie, która walczy o ładne paznokcie! :)

Neonowe kropki na paznokciach

Neonowe kropki na paznokciach


Wesołe kropeczki, które pojawiły się na moich paznokciach w komplecie z pokazywanymi już kameleonami. Wciąż brak mi wprawy, przez co kropki są nierówne, ale jak dla mnie nawet takie wyglądają uroczo i wesoło. Fajnie jest kombinować z różnymi wersjami kolorystycznymi – tym razem postawiłam na biało tło i modne neony.



Nie mam profesjonalnej sondy do kropek. Okazuje się, że to niepotrzebny wydatek, a zaoszczędzone pieniądze można wydać np. na nowy lakier ;) Zamiast sondy używam: wykałaczek, pędzelków, długopisów, spinek do włosów itd.
Polecam filmik na youtube od Cutepolish na ten temat: Make Your Own Nail Dotting Tool


Kiedyś przygotowałam też inny „polka dots” manicure. Było to dość dawno temu, więc wykonanie beznadziejne, ale bardzo podoba mi się to połączenie kolorów – stare, lekko miedziane złoto i kremowy turkus :)


TAG: How is your home beauty day?

TAG: How is your home beauty day?


Po raz pierwszy zostałam otagowana – jeny jeny jak mi miło, czuję się bardzo wyróżniona :D Podziękowania dla Kejt  :)
Dzisiaj więc opowiem, w formie odpowiedzi na pytania z tagu, o tym jak wygląda moje domowe SPA.



1. Jak często robisz sobie domowy dzień piękności?
2. Ile czasu Ci to wszystko zajmuje?
Gdybym robiła wszystko na raz zajęłoby mi to ze dwie, trzy godziny. Dlatego na takie święto pozwalam sobie bardzo rzadko. Zazwyczaj rozkładam wszystkie zabiegi na wiele dni, a i wtedy zdarza mi się parę razy w tygodniu spędzić w łazience po godzinie. Poniżej wymieniłam wszystkie zabiegi – ale nie wykonuję ich jednocześnie, raczej wybieram te, których aktualnie potrzebuję i na które mam czas i ochotę.

3. Jaka muzyka sprzyja Twojemu relaksowi w tych chwilach?
To czego aktualnie słucham i na co mam ochotę tego dnia. Najczęściej jest to muzyka latynoamerykańska z Zumby i innych zajęć tanecznych, przede wszystkim mój ukochany reggaeton. Słucham też dużo szeroko pojętej muzyki rockowej i metalowej.

4. Co lubisz pić podczas takich zabiegów?
Nic nie piję ani nie jem w trakcie.

5. Co robisz z twarzą?
Demakijaż (mleczko do demakijażu na oczy plus pianka Rival de Loop na resztę twarzy), domowy peeling kawowy („fusy” pozostałe po zaparzeniu zwykłej kawy wymieszane z żelem do mycia twarzy), maseczka błotna (maseczka Avon Spa z minerałami z Morza Martwego, ewentualnie zielona glinka Argiletz), płyn micelarny jako tonik, krem nawilżający (Ava z kwasem hialuronowym), krem pod oczy.

6. Co robisz z ciałem?
Ciało. Żel pod prysznic (koniecznie intensywnie pachnący, ostatnio królują u mnie produkty Original Source) lub płyn do kapieli (bardzo lubię czekoladowo-pistacjowy Farmony); mocno szorujący peeling (uwielbiam scrub Avon Spa z minerałami z Morza Martwego, ale jako że jest drogi to sięgam też po domowy kawowy – „fusy z kawy” wymieszane z żelem pod prysznic), depilacja (plastry z woskiem i krem do depilacji), maseczka do ciała (znów Avon Spa z minerałami z Morza Martwego – świetnie łagodzi podrażnienia po depilacji), masło do ciała, ewentualnie balsam (ostatnio moim hitem jest masło czekoladowo-pistacjowe Farmony; używam tez serum do biustu i dekoltu Lirene).
Dłonie. Zmywam stary lakier, od razu spłukuję jego resztki i smaruje paznokcie olejkiem, urządzam dłoniom kąpiel (ciepła woda, oliwa z oliwek, cytryna, napar ze skrzypu), czasami wykorzystuję peeling i maseczkę do dłoni Evelin; wsmarowuję olejek (przede wszystkim rycynowy) i keratynę w paznokcie, smaruje dłonie kremem lub jeżeli mam czas to oliwą i zakładam jednorazowe rękawiczki. Po kilku godzinach lub następnego dnia maluję paznokcie.
Stopy. Wymoczone podczas kąpieli traktuję porządnie ścierającym scrubem, smaruję kremem. Co 2-3 tygodnie zmywam stary lakier, paznokcie smaruję na noc olejkiem rycynowym i następnego dnia maluję.

7. Co robisz z włosami?
-        Olej (na końcówki na kilka godzin szybkie serum olejowe: olej winogronowy i oliwa z oliwek, balsam Joanna z apteczki babuni mleko i miód, woda; na skalp na 10-45 minut olejek Green Pharmacy albo nafta kosmetyczna z wit. A i E)
-        Odżywka na długość aby zabezpieczyć włosy przed szamponem (tu zużywam taką która mi niepodpasowała; używam jej nawet po olejowaniu – ułatwia zmywanie oleju)
-        Szampon na skalp (zazwyczaj Babydream, raz na jakiś czas sięgam po coś z SLES; rozcieńczone wodą i spienione przy pomocy buteleczki z pompką)
-        Czasem robię cukrowy peeling skóry głowy (odżywka Joanna do włosów przetłuszczających plus cukier)
-        Maseczka (na długość: L’Biotica Wax do włosów ciemnych lub Alterra z granatem, często wzbogacana dodatkami, np. nafta, keratyna hydrolizowana, siemię lniane itd.; na skalp maska z zieloną glinką Argiletz i kropelką olejki rozmarynowego);
-        Po 15-90 minutach rozczesuję włosy i spłukuję wszystko najpierw ciepłą, a potem zimną wodą. Wykorzystuję płukanki, najczęściej z octu jabłkowego, rzadziej piwną, z miodu, kawową, z siemienia lnianego, ze skrzypu i pokrzywy.
-        Delikatnie odciskam nadmiar wody ręcznikiem z mikrofibry, ugniatając i harmonijkując włosy. Nakładam odżywkę bez spłukiwania (balsam Joanna z apteczki babuni mleko i miód) i żel (lniany lub mrożący Joanna). Na same końcóweczki nakładam miks olejkowo-silikonowy. Staram się używać wcierek - jak dotąd testowałam wodę brzozową i jestem zadowolona z jej działania. Jeżeli mam czas, to bawię się w plunking lub zakręcanie włosów na spineczki, a jak jestem zbyt zmęczona, to zaplatam je w luźny warkocz na czubku głowy i idę spać. 

8. Na co zwracasz szczególną uwagę?
Najbardziej pieszczę się z włosami (dbam, aby skalp się mniej przetłuszczał, a końcówki mniej przesuszały, męczę się ze stylizacją, aby skręt był ładniejszy i mniej spuszony) i paznokciami (staram się zachować je w dobrej kondycji i walczę z rozdwojeniami).

9. Jak wyglądasz i czujesz się po?
Jak już ze wszystkim skończę, to zazwyczaj jestem przyjemnie zrelaksowana, śpiąca i zmęczona, więc idę do łóżka. Czuję się ultraczysta i ładniejsza niż zazwyczaj :P

10. Taguję:

Inkaskie tokapu na paznokciach – „Ameryka Południowa” z projektu „Kontynenty”

Inkaskie tokapu na paznokciach – „Ameryka Południowa” z projektu „Kontynenty”


Dzisiaj zaprezentuję malowanki z drugiego tygodnia projektu Kontynenty. Kolej na Amerykę Południową – moja inspiracja to tzw. tokapu – czyli inkaskie wzory o geometrycznych kształtach, przedstawiane na tkaninach i drewnianych tabliczkach, uznawane za pismo ideograficzne. Wyglądają interesująco :)

  
Mój wzór to tylko inspiracja, a nie dokładne odzwierciedlenie – wykorzystałam prostokątne ramki wewnątrz których domalowałam nieco chaotycznie ułożone kropki i kreski. Całość wykonana niestarannie, aby oddać klimat starożytnego, pierwotnego wzoru. Chciałam też wykorzystać etniczne motywy, ponieważ tego samego dnia gdy wykonywałam ten manicure uczestniczyłam w warsztatach tanecznych z afro – takie paznokcie były „w klimacie” :D



Do zdobienia użyłam: czarny liner zakupiony w sklepie Alpha nail stylist, biały liner z Wibo i najnowsze „zdobycze” – mój pierwszy lakier z Essie "Hot Coco" i koralowy Sensique. 
Essie Hot Coco ma fenomenalny kolor – na myśl przywodzi mleczną, gorącą czekoladę i to do tego stopnia, że podświadomie zdziwiłam się odkręcając buteleczkę, że czuję zapach lakieru, a nie słodkiego napoju :P Krycie takie sobie (na zdjęciach dwie warstwy i to za mało, ale jako tło do zdobienia w moim mniemaniu ujdzie), trwałość też. Kolor cudny, ale właściwie nie skuszę się więcej na lakier Essie, cena koszmarna, a szału nie ma. Oglądałam w Superpharm szafę Essie i jak dla mnie niezbyt ciekawie, raczej klasyka, nic szczególnego czego mogłabym zapragnąć. Całe szczęście nie zapłaciłam za mój nabytek pełnej ceny – odkupiłam go of Farfallebelle z bloga lakierporazenty. Pozdrawiam serdecznie i dziękuje za udaną transakcję :)

Więcej prac z projektu „Kontynenty” można obejrzeć TU.

Recenzja odżywki Eveline 8w1 total action - nie taki diabeł straszny jak nim malują? ;)

Recenzja odżywki Eveline 8w1 total action - nie taki diabeł straszny jak nim malują? ;)


Odżywka Eveline 8w1 Total Action w środowisku lakieromaniaczek cieszy się większą sławą niż niejedna celebrytka. Jest kochana i nienawidzona zarazem. Zmotywowana zachwytami niektórych postanowiłam dać jej szansę. Mimo obaw wywołanych dramatycznymi wypowiedziami poszkodowanych. 

Jaka jest? Tak na chłodno i z rozsądkiem. Nie jest ani cudotwórczynią ani niszczycielką paznokci. Uznałam za konieczne uzupełnienie kuracji o opisywane już cieniste zabiegi Spa dla paznokci. Dziś podzielę się wrażeniami.



O kim mowa? Wizaż. 

Lakierowa skoncentrowana odżywka do paznokci. Według zapewnień producenta, zgodnie z hasłem „total action” pomaga na praktycznie wszystkie paznokciowe problemy i jest „lekiem na całe zło” dla paznokci: zniszczonych, rozdwajających się, cienkich, miękkich, kruchych, łamliwych, matowych, o nierównej powierzchni. Sporo tego, ale „8w1” to nie przelewki ;)

Jak stosować Eveline 8w1? U mnie kuracja przebiegała w trzech czterodniowych cyklach (łącznie 12 dni) przerywanych nocną pauzą na odżywianie i pielęgnację paznokci (oliwka do paznokci, olejek rycynowy, keratyna i krem-maska do rąk). Każdego dnia domalowuje się jedną warstwę odżywki, czwartego dnia zmywa całość i cykl rozpoczyna się od nowa.


Zalety:

+ Krótka kuracja (w moim wypadku 12 dni plus wspomagacze) daje dobre rezultaty.

+ Łatwo dostępna (ja kupiłam w Rossmannie), rozsądna cena, wydajna – wystarczy na wiele kuracji.

+ Łatwa aplikacja (nie miałam problemów z omijaniem skórek, a nie mam szczególnie wprawnej ręki), zapach akceptowalny, lekko mleczna i błyszcząca – nadaje ładnego wyglądu paznokciom.

+ Wielu osobom przyspiesza wzrost paznokcia. Moje i bez tego rosną szybko – nie jestem w stanie zaobserwować różnicy.



Wady:

- Według doniesień dziewczyn – może wysuszać skórki; ja ostrożnie ją nakładałam, a okolice paznokcia smarowałam oliwką i nie zauważyłam wysuszenia.

- Wiele osób skarży się, że zniszczyła im paznokcie. Moim zdaniem nie powinno używać się jej jako bazy pod lakiery, tylko jako doraźną kurację, raz na jakiś czas. Przedobrzenie może zaszkodzić – preparat działa zbyt agresywnie. Dobrze jest też obserwować paznokcie i wypatrywać działań niepożądanych – jeżeli coś zacznie podejrzanie boleć, szczypać, wskazane jest jak najszybsze zmycie specyfiku.

- Odżywka z prawdziwego zdarzenia to nie jest, pielęgnacyjnych i odżywczych składników właściwie brak. Moim zdaniem dlatego u wielu osób efekty jej działania zniknęły po odstawieniu. Ja jej działanie uzupełniałam innymi środkami. Sama odżywka wymusza na paznokciach wzrost i wzmocnienie, nie jest więc bezskuteczna.



Wpływ kuracji na moje paznokcie:

-        Ograniczenie rozdwajania się paznokci – nie pojawiły się nowe pęknięcia, a stare w miarę odrastania paznokcia mogłam wyciąć. Te drobniejsze „zniknęły” :)

-        Mocniejsze i twardsze paznokcie. Pod koniec kuracji były dosyć długie, ale wytrzymałe. Połamały się tylko lekko ostatniego dnia – ale były już dość długie i miały ciężki dzień, więc mogę im to wybaczyć ;)

A jak to wyglądało w rzeczywistości widać na zdjęciach. Pokazuję paznokcie prawej ręki, ponieważ są bardziej rozdwojone (dominująca dłoń jest bardziej narażona na uszkodzenia mechaniczne).



Pierwszy dzień kuracji, jedna warstwa Eveline. Widać spore rozdwojenia na palcach wskazującym i środkowym.



Połowa kuracji, dwie warstwy Eveline plus konadowa śnieżynka ;) nie pojawiają się nowe rozdwojenia, paznokcie ładnie rosną. Stają się też jakby mocniejsze, a ich końcówki bielsze.




Po kuracji. Zaraz po zmyciu odżywki, posmarowane mieszaniną oliwki do paznokci i olejku rycynowego. Dość mocno skrócone – usunęłam dzięki temu „stare” rozdwojenia. Nowe się nie pojawiły, paznokcie są mocniejsze i twardsze. Dzisiaj (po ok. dwóch tygodniach) są dłuższe i grubsze. Nie rozdwajają się :D



Posumowując: jeżeli zachowamy ostrożność możemy zniwelować jej wady i cieszyć się dobrym wpływem na wygląd paznokci :) Polecam każdemu z problemowymi paznokciami :)

Jeżeli w przyszłości znów zniszczą mi się paznokcie od zmywacza i ciągłego malowania – sięgnę po Eveline 8w1. Być może też za kilka miesięcy zdecyduję się na profilaktyczną kurację.

Aktualizacja: zaczęłam też używać tej odżywki jako bazy pod lakier, co jakiś czas - zamiennie z innymi preparatami. Nic złego się nie dzieje, a paznokcie z miesiąca na miesiąc mam coraz fajniejsze :D 

Jeżeli trafiłaś tutaj, to prawdopodobnie szukasz informacji na temat pielęgnacji paznokci - polecam Ci zajrzeć na tę stronę [klik], znajdziesz tam dużo praktycznych wskazówek i bardziej aktualne zdjęcie moich paznokci :) 

Spa dla paznokci, czyli moje sposoby na poprawę kondycji paznokci i skórek

Spa dla paznokci, czyli moje sposoby na poprawę kondycji paznokci i skórek


Zmieniłam swoje paznokcie z koszmarnych na całkiem ładne. W ramach serii postów o pielęgnacji paznokci, chciałabym się podzielić moimi sposobami :)

1.Wieczorem delikatnie zmywam stary lakier bezacetonowym zmywaczem. Zazwyczaj przykładam do paznokci waciki nasączone zmywaczem, zostawiam na chwilę aż lakier zacznie się rozpuszczać, a potem ścieram resztki. Jak tylko skończę myję ręce, aby spłukać resztki zmywacza i smaruję mazidłem, które mam pod ręką – zazwyczaj jest to jakieś mało do ciała. Skracam paznokcie obcinaczkami do paznokci i wyrównuję papierowym pilniczkiem, przesuwając go tylko w jednym kierunku. Paznokcie maluję dopiero następnego dnia. Noc przerwy od lakieru poświęcony na olejową kurację bardzo mi służy i daje super efekty :) Więcej na temat manicure TU. Wykonuję manicure 1-2 razy w tygodniu, to może mieć wpływ na stan paznokci. Dla mnie to optymalna częstotliwość – akurat tyle czasu jestem w stanie temu poświęcić, a rzadziej się nie da, ponieważ dość szybko lakier u mnie odpryskuje.

2. Urządzam paznokciom wzmacniającą kąpiel: ciepła woda, napar ze skrzypu (opcjonalnie), sok z cytryny i oliwa z oliwek. Odsuwam skórki drewnianym patyczkiem.

3. Warto pamiętać o kremie do rąk i paznokci, najlepiej po każdym myciu dłoni. Zazwyczaj wybieram ładnie pachnące kremy – mobilizuje mnie to do codziennego ich używania. Przetestowałam:
-        Avon Planet Spa z minerałami z Morza Martwego – ma lekką konsystencję i błyskawicznie się wchłania. Idealnie sprawdza się w pracy, gdzie co chwilę myje ręce – szybko wchłaniający się, lekki krem jest tu zbawieniem dla moich rąk. Uwielbiam jego błotno-morksi zapach :)
-        Eveline aloes i masło karite – lekka, wodnista konsystencja, przyjemny zapach, fajnie nawilża. Od jakiegoś czasu zamieszkał na stale koło komputera, w przerwach po niego sięgam.
-        Eveline z kozim mlekiem – ten z kolei leży na szafce nocnej, smaruję nim dłonie na noc.
-        Joanna Sweet Fantasy wanilia – pachnie jak słodki deser :) gości w mojej torebce. Wersja czekoladowa jest słaba, zapach raczej „czekolado podobny” i niezbyt kuszący. Za to waniliowa jest fajna, mogę polecić :) W kolejce czekają kremy Balea – mango i jeżyny :) Nie mogę się doczekać, ale najpierw dzielnie wykończę wanilię.
-        Suhada krem na noc granat i awokado – do twarzy, ale do dłoni też się nadaje ;) ładne, zgrabne opakowanie, fantastyczny zapach. W mroźne dni w kieszeni kurtki – aby szybko poprawić warstwę ochronną na policzkach i dłoniach ;)
-        Miodowy krem z Textil Market – żałuję, że nie zaopatrzyłam się w więcej opakowań, bo był cudny. Przepiękny zapach, dobra konsystencja, wchłanianie i działanie. Małe opakowanie – w kieszonce plecaka ;)
Jak widać, nie mam swojego faworyta. Ważne, żeby były używane regularnie. Mam je porozmieszczane w „strategicznych” miejscach, abym o nich pamiętała i używała mimo lenistwa ;)

4. Gdy nie mam pomalowanych paznokci smaruje je i skórki moją ulubioną oliwką wymieszoną z odrobiną olejku rycynowego. Najczęściej robię to wieczorem, na noc, aby dać olejkom dużo czasu na zadziałanie. Ostatnio wsmarowuję tez po kropelce hydrolizowanej keratyny.
Raz na jakiś czas smaruję całe dłonie oliwą z oliwek i wkładam jednorazowe rękawiczki (bezpudrowe – aby nie wchłaniały oliwy). Olejki w rękawiczce rozgrzewają się od ciepła rąk – to wspomaga ich działanie. Przed pójściem spać myję ręce lub ścieram oliwę „mokrą chusteczką” dla niemowląt i smaruję nawilżającym kremem.

5. Codziennie smaruję skórki oliwką. Wcześniej używałam Sally Hansen Vitamine E Nail & Cuticule Oil – teraz jej resztki wymieszałam z olejkiem rycynowym i stosuję na “gołe” panozkie co kilka dni. A na co dzień, do skórek, sięgam po oliwkę z ekstraktami owocowymi, o zapachu frezji. Zakupiłam ja na allegro. Obie oliwki mają wygodny pędzelek, za pomocą którego smaruję paznokieć (gdy nie jest pomalowany) i jego okolice, po czym delikatnie wmasowuję oliwkę opuszkiem palca. Moim zdaniem zdrowe komórki macierzy paznokcia tworzą mocną, zdrową płytkę, warto więc dbać o paznokcie od samego początku ich żywota ;) dotykowo zadbane skórki nie stwarzają problemów – nie zarastają, nie zadzierają się i wyglądają estetycznie.
W przyszłości chciałabym kupić i wypróbować te pachnące oliwki z kwiatkami, które można znaleźć na allegro – jeżeli używacie takich to dajcie proszę znać jak się sprawdzają, a szczególnie czy rzeczywiście tak ładnie pachną? :)

6. Nie wyobrażam sobie manicure bez bazy/odżywki! Baza pomaga chronić paznokcie przed szkodliwym działaniem lakieru, przed przebarwieniami, wzmacnia je, zapobiega łamaniu i rozdwajaniu, przedłuża trwałość manicure. Ostatnio używam Poshe Nail Strengthening basecoat i jestem zachwycona rezultatami :) – więcej na ten temat TU. Do brokatowych lakierów, aby nie męczyć siebie i paznokci ich zmywaniem, dobrze jest mieć bazę tylu peel-off – opisałam takową TU. Do intensywnej kuracji używałam słynnej Eveline 8w1.

7. Jeżeli chcemy mieć długie paznokcie – nie obcinamy całej białej części, nie dłubiemy pod płytką paznokcia!! – dzięki temu powoli skóra zacznie przyrastać do końca paznokcia wydłużając „różową” część. Ponadto ie obgryzamy, nie traktujemy cążkami czy metalowymi pilniczkami, uważamy na uszkodzenia mechaniczne. Dobrze jest nie skracać za bardzo zewnętrznych krawędzi paznokcia – dzięki temu ładnie zawiną się w tzw. tunel i nie będą przybierać łopatkowatego kształtu. Nawet jeżeli nie malujemy paznokci kolorowymi lakierami, dobrze jest używać bezbarwnej odżywki, nie dość, że ładnie wygląda, to jeszcze wzmocni i usztywni paznokieć.

8. Zaopatrzyłam się w pudełko jednorazowych rękawiczek – zakładam je gdy czeka mnie zmywanie bądź sprzątanie z użyciem detergentów. Można to połączyć z olejową kuracją :)

9. I najważniejsze: zdrowo się odżywiamy! Owszem, można ratować się suplementami, ale to nie to samo co prawidłowa dieta. Ja ambitnie uznałam, że suplementy są dla leniwych lub zabieganych, mi szkoda na to kasy i zdrowszym podejściem będzie skupienie się na tym co jem. Tak łatwiej mi się zmobilizować do dbania o dietę – wiem, że suplementy nie uratują moich niedociągnięć. Staram się, żeby podstawą mojej diety były warzywa i owoce. Nie pieczywo i produkty zbożowe, ale właśnie warzywa i owoce. Wychodzi różnie, ale dzielnie staram się je umieszczać w każdym posiłku. Fantastycznie się komponują smakowo z tym co lubię najbardziej, czyli z mięsem ;) Zdrowe ciało = piękne i zdrowe włosy i paznokcie!

Nie chcę tu reklamować ani szczególnie polecać produktów konkretnych firm - każdy musi znaleść coś co lubi najbardziej. 

Wbrew pozorom wszystkie wymienione czynności nie zajmują wiele czasu. Warto poświęcić te parę chwil i wyrobić w sobie nawyk systematyczności. Ja jestem zachwycona rezultatami – jeszcze rok temu miałam nijakie, krótkie, krzywe i różnego kształtu paznokcie, a teraz z miesiąca na miesiąc są coraz ładniejsze :)


Czy macie jakieś fajne sposoby na pielęgnacje paznokci? Co polecacie? :)

Jak zrobić domowy manicure?

Jak zrobić domowy manicure?

Swego czasu trochę się naszukałam dobrego tuto rialu jak zrobić manicure – skoro już to opanowałam, pomyślałam, że podzielę się wskazówkami na ten temat.

Samodzielne wykonanie manicuru krok po kroku:

1. Dokładnie zmywamy stary lakier. Najlepiej, aby zmywacz do paznokci był bezacetonowy, dzięki temu zminimalizujemy zniszczenie i wysuszenie paznokcia podczas zmywania. Niektórzy lepiej tolerują aceton, ale za to gorzej znoszą alkohol w składzie – wybór odpowiedniego zmywacza, jak zresztą każdego kosmetyku, jest sprawą indywidualną.
Ja przez długi czas używałam zmywacza z allegro o zapachu pomarańczowym – na początku zapach był bardziej wyczuwalny, teraz już się przyzwyczaiłam i nic nie czuję. Choć odnoszę wrażenie, ze nieco mniej śmierdzi niż standardowy. Wydaje mi się jednak, że za bardzo przesusza mi paznokcie, więc jakiś czas temu przerzuciłam się na „różowy” zmywacz Isany. Mam też pod ręką „zielony” acetonowy zmywacz Isany – używam go do czyszczenia pędzelków itp. W zapasie na szczególne okazje mam też płatki do zmywania paznokci Sensique – można się z nimi umordować, ale zamiast wysuszać tak jakby natłuszczają, a do tego pięknie pachną.
Najlepiej od razu po usunięciu lakieru opłukać ręce, aby usunąć resztki zmywacza i zminimalizować jego wysuszające działanie.

2. Skracanie paznokci – papierowym lub szklanym pilniczkiem, nie może być metalowy!. Należy także zwrócić uwagę, aby piłować paznokcie tylko w jedną stronę – ponoć w innym wypadku możemy wywołać ich rozdwajanie się. O tym w którą stronę najlepiej piłować przeczytałam na wizażu TU  i TU. Najlepiej, gdy paznokcie są suche i twarde – miękkie paznokcie np. po kąpieli łatwiej uszkodzić. Ograniczamy też piłowanie boków paznokcia – dzięki temu zamiast łopatkowatych paznokci uzyskamy proste, zawinięte w tzw. tunel. Pilniczka najlepiej nie trzymać pod kątem prostym do płytki paznokcia, ale tak jakby „od spodu”.
Ja bardzo nie lubię skracać paznokci w ten sposób – moje paznokcie rosną tak szybko, że piłowanie ich trwałoby zbyt długo i brak mi do tego cierpliwości. Zazwyczaj przycinam je metalowymi obcinaczkami a potem wyrównuję pilniczkiem.
Opcjonalnie w tym momencie można też wypolerować paznokcie polerką. Ja unikam tego, ponieważ łatwo w ten sposób zedrzeć za dużo i osłabić paznokieć, a poza tym nie czuję potrzeby to robić.

3. Odsuwanie skórek – najpierw należy je zmiękczyć, aby cała operacja przebiegała delikatnie i bezboleśnie. Dostępne są różne preparaty do usuwania skórek – ja posiadam żel Joko, ale jak dla mnie jest niespecjalnie skuteczny. Dobrą alternatywą jest wymoczenie dłoni, np. w ciepłej wodzie z dodatkiem łagodnego mydła, soku z cytryny (wybiela i pielęgnuje paznokcie) i oliwy z oliwek (odżywia paznokcie, natłuszcza). Jednak to czego użyjemy to indywidualny wybór – możliwości jest wiele. Skórki odsuwamy delikatnie drewnianym patyczkiem – jeżeli robimy to regularnie unikniemy zadziorów a nasze skórki będą wyglądać estetycznie.

4. Przed malowaniem dobrze jest odtłuścić płytkę paznokcia – dzięki temu lakier lepiej i dłużej do niej przylega. Można umyć ręce wodą z mydłem, ja przecieram delikatnie paznokieć wacikiem nasączonym spirytusem salicylowym. Nie polecam wykorzystywać w tym celu zmywacza – nadmiernie wysuszy płytkę paznokcia i zmniejszy trwałość manicure wpływając na pierwszą warstwę lakieru.

5. Basecoat – czyli baza pod lakier, dla mnie punkt obowiązkowy – ochrania paznokcie, wzmacnia, przedłuża trwałość manicure. Więcej na ten temat TU.

6. Odpowiedni kolorowy lakier. Poniżej wyszperany w Internecie schemat jak profesjonalnie pomalować paznokcie. Mi ubrudzenie skórek zdarza się do teraz, ale i tak jest lepiej niż kiedyś – potrzeba praktyki i tyle ;) Pamiętajmy, że zdecydowanie lepiej nałożyć dwie cienkie warstwy lakieru, niż jedną grubą. Najlepiej malować paznokcie „na zakładkę” – czyli przeciągnąć pędzelkiem po wolnym końcu paznokcia, tak jakby od spodu.


7. Na koniec można nanieść lakier nawierzchniowy. Ma za zadanie nabłyszczenie i przedłużenie trwałości lakieru. Wiele z nich dodatkowo przyśpiesza wysychanie lakieru. Ja używam Seche Vite Fast Drying Topcoat. Więcej na ten temat TU


Wciąż mam problem z ładną edycją postów i nie wiem jak temu zaradzić :/
Aktualizacja: Okazało się, że problemy sprawia Opera. W innej przeglądarce (Chrome) wszystko działa :D wcześniej, nie wiedzieć czemu, nie wyświetlały się wszystkie przyciski w pasku narzędzi przy edycji posta. Wyświetlał się tak jakby tryb pisania w html bez możliwości przełączenia na tryb dla laików. A już się bałam, że będę musiała ogarnąć profesjonalne tworzenie stron :P Byłoby fajnie, ale nie teraz od razu ;)
Piaski pustyni na paznokciach – „Afryka” z projektu „Kontynenty”

Piaski pustyni na paznokciach – „Afryka” z projektu „Kontynenty”

Z opóźnieniem, ale jest – pierwszy tydzień projektu „Kontynenty”, czyli Afryka. Moją inspiracją były pustynne piaski na Saharze.


I moja wersja Sahary, czyli piasek na paznokciach :)


Od zawsze lubiłam plastyczne zabawy, mam całą wielką szufladę i kilka kartonów materiałów. Wśród nich kilka pojemniczków z kolorowym piaskiem. Od dawna chciałam spróbować nanieść go na paznokcie, oto rezultaty :)


Jako bazy użyłam essence peel-off. Następnie na każdy paznokieć z osobna nałożyłam jedną grubszą warstwę lakieru Essence nr 51 Mellow Yellow i posypałam piaskiem. Pędzelkiem-wachlarzykiem zebrałam nadmiar drobinek – i gotowe :) Nie używałam topcoatu, zostawiłam takie szorstkie i drapiące. Jutro zobaczymy jak z trwałością, może jednak zdecyduję się na warstwę zabezpieczającą. Na razie podobają mi się takie, piasek nawet się trzyma, choć nie wiem czy przeżyje zmywanie i wieczorny prysznic ;)
Jak Wam się podoba? :)




Więcej prac zobaczycie na blogu Mixoflife - klik

Aktualizacja: Trwałość takiego manicure większa niż się spodziewałam :) Paznokcie raczej na imprezę niż na co dzień, ale mycie rąk i kubka im nie straszne. Następnego dnia piasek starł się na końcach, ale całość wyglądała ok. Gdybym użyła lakieru w kolorze piasku nie rzucałoby się to mocno w oczy. Trzeba wziąć pod uwagę, że jestem niszczycielem manicure i lakier bardzo szybko u mnie odpryskuje - może u kogoś innego piasek trzymałby się lepiej. 
Jaki lakier nawierzchniowy? Recenzja Seche Vite Fast Drying Topcoat

Jaki lakier nawierzchniowy? Recenzja Seche Vite Fast Drying Topcoat

Za każdym razem po skończeniu manicure na pomalowane paznokcie nakładam dodatkową warstwę lakieru nawierzchniowego. Dzisiaj trochę na jego temat :) Dobry topcoat, to przydatna rzecz – ma kilka fajnych właściwości:
- nabłyszczenie lakieru – mam kilka lakierów, które same w sobie słabo błyszczą, ale efekt po nałożeniu topcoatu jest czadowy ;)
- przedłużenie trwałości lakieru
- przyśpieszenie wysychania – koniec z odciskami np. pościeli :)
Czasem taki lakier może mieć dodatkowe funkcje – np. świeci w świetle UV, nadaje matowe wykończenie lub posiada brokatowe drobinki.

Aktualnie moim ulubionym jest słynny Seche Vite Fast drying topcoatOpinia na wizażu

Zalety:
+ fantastycznie przyśpiesza wysychanie, koniec z odgnieceniami od poduszki, już kilka minut po pomalowaniu paznokci mogę np. zakładać kurtkę i wiązać sznurowadła – za to go uwielbiam :D
+ fantastyczny błysk! Wygląda bosko, nawet jeżeli kolorowy lakier pod spodem błyszczy tak sobie, jak szklana albo żelowa warstwa :)
+ przedłuża trwałość manicure, choć mniej niż bym chciała
+ wydajny, wygodnie się nim maluje

Wady:
- szybko gęstnieje, choć udaje mi się to opanować za pomocą rozcieńczalnika do lakieru (nawet takiego zwykłego i niedrogiego, z allegro); słyszałam, że można temu zaradzić kupując tylko wersje mini, ale ta zgęstniała w tempie błyskawicznym, wolę się bawić z rozcieńczalnikami :)
- ma charakterystyczny drażniący zapach, coś jak benzyna, mi on nie przeszkadza jakoś bardzo; ale formuła pewnie jest pełna szkodliwych składników
- słyszałam, że wysychając może ściągać lakier – u mnie się to nigdy nie zdarzyło
- czasem leciutko zmienia kolor lakieru, szczególnie błysk tych holograficznych
- potrafi zmazać barwnik z niektórych ozdób do paznokci, ale pokrywam je najpierw warstwą „zwykłego” bezbarwnego lakieru i problem z głowy.

Cena: 20-30zł z przesyłką na allegro

Jestem z niego bardzo zadowolona, zachwyca mnie to, że nie muszę tyle czekać aż mój lakier wyschnie :D na pewno w przyszłości go kupię, ale chciałabym też wypróbować inne topcoaty :) Ostrzę sobie zęby na top Poshe – kusi składem pozbawionym toluenu, formaldehydu i ftalanów. Sporo dobrego słyszałam też na temat Sally Hansen Insta Dry w czerwonej buteleczce.


Oprócz tego używam:

Wibo Express Growth Fluo Topopinia wizaż.
Bardzo go lubie, daję piękny fioletowy poblask – szczególnie w słońcu i wieczorem. Piękne wykończenie doskonale uzupełniające wiele zdobień. Na wizażu ma głownie beznadziejne opinie, ale ja jestem zadowolona – zużyłam ponad połowę, a wciąż się go wygodnie nakłada, nie rozmazuje, nie odpada płatami, lekko utrwala manicure. Trochę zgęstniał, ale dopiero gdy zostało go bardzo mało – całe szczęście wystarczy dodać rozcieńczalnik do lakierów i jest ok.

Virtual magic nails Strong finish topcoat.
Przyjemna aplikacja, zużyłam połowę i nie zgęstniał, dość szybko wysycha. Niespecjalnie zwiększa trwałość manicure. Teraz używam go jako bezbarwnego lakieru do przyklejania ozdób na paznokciach. Szału nie ma – więcej nie kupię.

Virtual magic nails Matt finish topcoat
Podobny do opisanego wyżej. Na paznokciu początkowo bezbarwny, po paru minutach od nałożenia ładnie matowieje i efekt ten trwa cały czas. Dobra trwałość. Ostatnio nakładam go na warstwę Seche vite i jestem zadowolona. Polecam :)

Zapowiedzi

Zapowiedzi



Aktualnie moje paznokcie mają „urlop”, dlatego nie przedstawiam żadnych zdobień. Jednak jak tylko „wrócą z sanatorium” będzie się działo :)

Pojawią się posty o pielęgnacji paznokci – przede wszystkim chciałabym opisać jak dbam o paznokcie. Wiem, że trafia do mnie sporo zapytań na temat paznokci z Google, dlatego postaram się zamieścić trochę poszukiwanych informacji.




Na zdjęciu moje paznokcie z dwiema warstwami odżywki Eveline 8w1. Na zdjęciu prawa dłoń – ta z bardziej zniszczonymi paznokciami – jestem praworęczna, przez co prawa dłoń jest bardziej narażona na uszkodzenia. Niestety wciąż widać rozdwojenia, ale są coraz mniejsze i niedługo ta cześć paznokcia odrośnie, dzięki czemu powinnam pozbyć się problemów :) W trakcie kuracji nie powinnam ich malować, ale nie mogłam powstrzymać się, przed dodaniem choćby pieczątkowej gwiazdeczki ;) 


Założyłam stronę fejsbukową bloga. Przede wszystkim chciałabym wygodniej korzystać z fanpagów różnych stron i marek, niezależnie od mojego prywatnego profila. Dzięki takiemu oddzieleniu nie spamuję wszystkim moim znajomym o paznokciach, a Ci którzy są zainteresowani mogą być na bieżąco. Wiem też, że ten kanał sprawdzania aktualizacji dla wielu osób jest najfajniejszy, dlatego chciałabym wszystkim ułatwić śledzenie bloga bez RSS lub obserwowania.  Zapraszam! KLIK





W tym tygodniu rozpoczął się projekt „Kontynenty”. Moje paznokcie każą mi czekać, więc wystartuję z pewnym opóźnieniem, ale też biorę udział. Wszystkie zdobienia już zaplanowane, nie mogę się doczekać, aż będę mogła zrealizować moje pomysły ;) Pierwszą inspiracją są piaski Sahary – zapraszam niebawem :)


W lutym jest też wiele paznokciowych konkursów, na pewno nie dam rady wziąć udziału we wszystkich ;) ale będę próbowała swoich sił i możliwości - możecie trzymać kciuki ;)
Kameleony na paznokciach

Kameleony na paznokciach


Jakiś czas temu na moich paznokciach gościły kameleony, namalowane na konkurs u Panny Marchewki. Wygrać się nie udało, ale próbować trzeba ;) Wszystkie prace uczestniczek można podziwiać TUTAJ. Serdeczne gratulacje dla zwyciężczyń, ich zdobienia są naprawdę super :)


Zwierzaki zostały namalowane neonowymi lakierami na białym tle (różowy Wibo Extreme Nails nr 421, niebieski z Allepaznokcie nr N1, bezimienny żółty z allegro, zielony Butterfly nr 100, czerwony z Allepaznokci nr P6). Białym i czarnym linerem dodałam oczy, kontury dorysowałam pisakiem do płyt CD. Całość pokryłam bezbarwnym lakierem.




Copyright © 2016 Cienistość.pl , Blogger